Łukasz Kosy
Uformowany z mieszaniny skejtowo, hardcore'owo-rapowej. Pracował w kilku niepoważnych miejscach i kilku może bardziej. Jest sprytnym podglądaczem dżungli. Uwielbia ludzi, fascynuje go ich wzajemne podobieństwo, przekonanie o indywidualności, a czasem ich indywidualność. Kocha Szczecin.
Ig: guru76omez
Tworzę… bardziej projektuję, bo jak zwykł mawiać pewien charyzmatyczny wykładowca ze szczecińskiej AS, którego pozdrawiam, „Tworzy to Pan Bóg". Projektuję znaki, plakaty, okładki, aplikacje (pozdro Zjedz.my), komunikację wizualną. Czasem wymyślam pomysły na rzeczy trójwymiarowe coraz rzadziej filmowe. Ubrania też trochę umiem (Stoprocent).
Mój pierwszy rysunek przedstawiał… literalnie pewnie jakiś badziew, a na serio, to narysowałem niegdyś jeden rysunek pod okiem mojego ojca, który ten pochwalił. Martwa natura, ale naprawdę dobra – poskręcany drewniany świecznik. Zaginął, a szkoda – chętnie bym dziś obczaił.
Inspirują mnie… ludzie, natura, kolory, sport, podróże (pozdro Allegra) i muzyka.
Największe wyzwanie dla artysty to… w moim przekonaniu jestem rzemieślnikiem. Dla artysty to niewątpliwie żyć po swojemu i mieć co jeść, dzięki swojej sztuce.
Miłość jest sztuką?
Jeśli mowa tu o dojrzałym uczuciu, to na pewno wymaga wrażliwości i spostrzegawczości, czyli jest, bo zakochanie to raczej choroba psychiczna.
Stan zakochania napędza czy spowalnia?
Raczej spowalnia, jak to choroba, w łóżku się chce być.
Jakbyś określił kolorami i kształtami uczucia?
Tęcza w kształcie serca.
Kogo/Co najbardziej kochasz?
Moją najdroższą Dresiarę z Opery (SKJ).